Małgorzata Senk
Jan Świtalski - Powstaniec Wielkopolski.
Długotrwająca I wojna światowa, - wyniszczyła już na wsiach wszystko co mogła zniszczyć w gospodarstwach i posiadłościach ziemskich. Zabrano już wszystkie zdolne do pracy konie, zabrano prawie wszystkich mężczyzn z wiosek zdolnych do walki na froncie. Oni ciągle nie wracali z wojny. Kobiety przejmowały mnóstwo obowiązków w polu, domu i zagrodzie. A praca była ręczna, pochłaniała siły i zdrowie wszystkich domowników.
W Młodzikowie ( gm. Krzykosy) mieszkała rodzina Świtalskich. Ojciec Józef (1867-1929) przez wiele lat zarabiał na życie, jako górnik w kopalni w Westfalii ( Niemcy), a matka Marianna (1879-1966) zd. Spychaj, zajmowała się z dziećmi i gospodarstwem o powierzchni 14 mórg. Dużo obowiązków przypadało najstarszym z rodzeństwa. Jan Świtalski przyszedł na świat 9 czerwca 1901 roku w Sławoszewie (pow. Jarocin) jako drugi z dwanaściorga dzieci. Ukończył cztery klasy szkoły pruskiej. Rodzice wychowywali go , tak jaki i pozostałe dzieci w duchu patriotyzmu, miłości do Ziemi, odpowiedzialności i poszanowania pracy. Cała rodzina była głęboko wierząca. Wpajano im poszanowanie języka polskiego i szacunek do ludzi. Pisał biegle w języku niemieckim. Jan z sąsiadami rozmawiał na miedzy, przy płocie, i w polu. Młodzi ludzie ciągle toczyli dyskusje między sobą, nawet nocą. Były takie glosy, że po odzyskaniu przez Polskę niepodległości, ziemia przydzielona z uwłaszczenia przez Prusaków, może byś chłopom odebrana. Na szczęście wielu chłopów nie uwierzyło w taką plotkę. Patriotyczne pogadanki przeprowadzali też księża w parafiach wśród młodzieży męskiej , podczas spotkań i prac przy kościele. Jan był średniego wzrostu, drobnym blondynem, kiedy zgłosił się jako Ochotnik do oddziałów powstańczych. Miał ukończone 17,5 roku, kiedy po Nowym 1919 roku , postanowił zapisać się do wojska. Został przydzielony do oddziału w Śremie. Wszystkiego tam brakowało, broni i amunicji, ubrań i jedzenia. Sytuacja naszego kraju, tyle lat znajdującego się pod zaborem pruskim była trudna i męcząca. Tocząca się już cztery lata wojna na wielu frontach Europy spowodowała, że Polacy utrudzeni i zniecierpliwieni i coraz słabsi i biedniejsi -nieustannie szukali możliwości i sposobów uwolnienia się z pod obcej ręki i odzyskania niepodległości kraju. To właśnie oni, młodzi ludzie, w pierwszych dniach powstania 1919 roku, potajemnie i w obawie o swoje życie i w małych grupkach zrywali pruskie orły z urzędów państwowych, z urzędu poczty, magistratu i komisariatu policji. Przekazywali sobie z ust do ust taki wierszyk, który miał ich porywać do walki. Dlaczego orzeł polski przetrwał: „Orzeł ruski jadł kluski, austriacki –kaszę. Orzeł pruski jadł racuszki, a polski –kiełbasę!” Zrywano pruskie biało-czarne flagi, odrywając kolor czarny, dokładali czerwoną część ( często wykorzystując wsypę do pierza, koloru czerwonego) tworząc biało-czerwoną flagę Polski. Ze Śremu 3 lutego 1919 r. Jan Świtalski został odkomenderowany do Poznania, do tworzącego się Szwadronu Kawalerii 15 Pułku Ułanów Poznańskich.
Utworzono tam 4 trasy frontu.
Pierwsza trasa –front południowy : Poznań- Jarocin- Kalisz- Ostrów-Ostrzeszów- Krotoszyn-Poznań , która obejmowała 355 km.
Druga trasa- front południowo-zachodni: Poznań- Kościan- Osieczna- Rawicz- Gostyń-Poznań, która obejmowała 241 km.
Trzecia trasa- front zachodni: Poznań –Wolsztyn- Babimost-Zbąszyń- Poznań, która obejmowała 230 km.
Czwarta trasa- front północny: Poznań- Czarnków-Chodzież- Wągrowiec- Oborniki- Poznań, która obejmowała 227 km.
Jako plutonowy walczył z 15 Pułkiem Ułanów z Grentzschutzem w okolicach Krzyża i przejścia przez Noteć. Dowódca oddziału gromił go „za wyrywność” – krzycząc ” „smarkaczu jeden, gdzie się pchasz przed dowódcę? Śmierci szukasz?” Wspominał, że mróz i śnieg był nieziemskim utrapieniem w okopach, ( mróz odmrażał im palce, a śnieg pozostawiał ślady) ale zawsze mogli liczyć na siebie nawzajem. Ostrzały z kulomiotów były głośne, dlatego zawsze szeroko otwierali usta, żeby nie stracić słuchu, a jednak jako dorosły już mężczyzna miał spory niedosłuch w obu uszach. Po zakończeniu powstania wielkopolskiego, w stopniu podporucznika mianowanego brał udział w walkach na froncie wschodnim. Szczęśliwie nigdzie nie odniósł ran. Otrzymał nawet odznakę z uczestnictwa na froncie litewsko-białoruskim, ale była ona przez czas komunizmu w Polsce skrzętnie ukrywana. Odznakę otrzymał z rąk marszałka Józefa Piłsudskiego , który przyjechał pociągiem na front, aby odznaczyć żołnierzy na polu bitwy. Z powodu pisemnej adnotacji o udziale na froncie wschodnim, nie chciano przyjąć go do Związku Bojowników o Wolność i Demokrację. Po wielu staraniach , otrzymał legitymację jako członek ZBOWID w 1972 roku. Do 1927 roku pracował w wojsku przy koniach, jako żołnierz w 15 Pułku Ułanów w Poznaniu. Tam panował rygor, pod względem czystości. Konie musiały być codziennie czyszczone, kopyta doglądnięte i odpowiednio nakarmione. Każde nowe źrebię, lub jego zapowiedź ,to było wielkie święto dla Pułku. Mundury ułanów odprasowane, a oficerki bezwzględnie wypastowane! Po powrocie do Orzeszkowa (gm. Dominowo), gdzie jego rodzice w 1924 roku przeprowadzili się kupując 60 morgowe gospodarstwo, sam postanowił 14 października 1927 roku przejąć grunty z parcelacji w miejscowości Trzebisławki i tam na gołej ziemi w 1928 roku, pobudował siedlisko od podstaw i osiedlił się z rodziną.
Został odznaczony :
Krzyżem Walecznych z dwoma okuciami nr 2076 dnia 1.07.1921 r, nadany przez dowództwo 14 Dywizji Piechoty Wielkopolskiej
Odznaką Wojsk Wielkopolskich nr Jt 400 dnia 1.08.1922
Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski 1130-75-106 dnia 18.06.1975 Warszawa
Wielkopolskim Krzyżem Powstańczym nr 380-75-94 wydany 7.05.1975 Warszawa
Były jeszcze inne odznaczenia, ale część z nich zostało zakopane w ogrodzie, w obawie przed znalezieniem ich przez Niemców w czasie II wojny światowej i nigdy ich nie odnaleziono.
Nazwisko Jana Świtalskiego, zostało wymienione na tablicy pamiątkowej” w hołdzie bohaterom- Mieszkańcom Trzebisławek i okolic” odsłoniętej 9 maju 2006 roku.
Ja jako wnuczka Jana Świtalskiego ,wypowiedziałam wtedy takie słowa:
Stoimy dziś na tej wielkopolskiej ziemi i spoglądamy na ten wymownie milczący kamień, na nim wyryte nazwiska osób, którzy w wojennej grze żywiołów życia i śmierci ,stali się bohaterami trwania i umierania.
Mój dziadek Jan był odważnym i dzielnym człowiekiem. Od 1929 roku jako mąż był już odpowiedzialny za żonę, a później również za piątkę dzieci, ale odwagi, honoru i patriotyzmu nigdy mu nie brakowało. Cudownie jest być dumnym człowiekiem z powodu poczynań swoich przodków.
Senk Małgorzata (z.d. Mandziak) -wnuczka Jana Świtalskiego (1901-1977) zam., Trzebisławki