Artykuły > Kompania średzka, jaką zapamiętali

Damian Zieliński

KOMPANIA ŚREDZKA, JAKĄ ZAPAMIĘTALI.

Przebieg wydarzeń Powstania Wielkopolskiego 1918-1919 przybliżają nam relacje i wspomnienia jego uczestników. Cechują się niestety często fragmentarycznością, ograniczoną do niewielu epizodów i brakiem historycznego tła. Mimo to, niektóre z nich posiadają ważne, lokalne znaczenie poznawcze. Pisane są najczęściej prostym, niekiedy nawet szorstkim językiem. Brzmią momentami jak wojskowy meldunek, składany w skróconej, pozbawionej szczegółów formie. Można w nich niekiedy dostrzec nadmierne eksponowanie własnej osoby. W wielu przypadkach są jednak na tyle interesujące i wartościowe, że zasługują na publikację. Do takich należą relacje, oparte na osobistych przeżyciach w szeregach 1. kompanii średzkiej dwóch powstańców: Jana Stengerta – jednego z jej dowódców, zawarte w życiorysie z 1963 roku i szeregowego Franciszka Lebiedzińskiego z 1968 roku, odnalezione w zbiorach Biblioteki Kórnickiej.[1] Na nich oparty został ten tekst.

Jan Stengert, późniejszy dowódca 1. kompanii średzkiej, który w listopadzie 1918 roku przyjechał na urlop z frontu zachodniego I wojny światowej, gdzie służył w armii niemieckiej, w dywizyjnym oddziale radiotelegraficznym nr 44, w stopniu sierżanta, pisze:

„(...).Rewolucja niemiecka zastaje mnie w domu, w Zaniemyślu na urlopie. 10. 11. 1918 organizuję w Zaniemyślu Oddział Straży i Bezpieczeństwa w sile 30 ludzi, szkolę go, pełnię z nim służbę bezpieczeństwa w Zaniemyślu i okolicy. Powracającym z frontów i garnizonów żołnierzom niemieckim i przejeżdżającym przez miasto konfiskuję wszelki sprzęt i wyposażenie wojskowe. Brakującą broń ręczną i amunicję przywożę potajemnie z koszar artylerii ciężkiej z Sołacza dla swego oddziału.

27. 12. 1918 jestem w Poznaniu i pierwsze strzały zastają mnie na ul. 27 grudnia. Udaję się na Chwaliszewo, mijam na moście oddział Straży Ludowej maszerujący w zwartym szyku około 80 ludzi do śródmieścia. W biurze Straży Ludowej Chwaliszewo dyżurującemu tam st. szer. Bączkowskiemu (później nadkomisarz policji Poznań), z powodu brakującej już broni i amunicji proponuję dostarczenie jej ze Środy. Po otrzymaniu samochodu osobowego straży pożarnej Poznań, zabieram ze sobą dwóch obywateli Chwaliszewa i ruszam do Środy. Na przejeździe kolejowym Gądki mijam kompanie powstańczą z Kórnika spiesząca na wozach drabiniastych na pomoc Poznaniowi. Do Środy przybywam ok. godz. 21,00. Po zorientowaniu Przewodniczącego Rady Ludowej ks. prob. Meissnera Mieczysława, po załadowaniu 100 kbk. i 10 000 szt. amunicji wysyłam samochód pod eskortą obywateli z Chwaliszewa do Poznania. Środa organizuje w ciągu nocy 1. kompanie średzką powstańczą, która w sile 120 kbk. Wyrusza ze Środy koleją o godz. 7,00 dnia 28 12. 1918 do Poznania i wchodzi o godz. 9,00 tylną bramą na dziedziniec Bazaru pod dowództwem por. Milewskiego Alfreda, który melduje przybycie kompanii mjr. Taczakowi, głównemu dowódcy powstania.

28.12.1918 przybywam o godz. 7,00 powiatową kolejką wąskotorową do Zaniemyśla, alarmuję miasto i o godz. 9,00 ruszam do Środy, gdzie dla celu zabezpieczenia miasta zostaję zatrzymany. W nocy z 28/29. 12. 1918 przetrząsam z moim oddziałem niemiecką wieś ansidlerską Dominowo i przywożę około południa 3 wozy ekwipunku, broni wojskowej i myśliwskiej, pistoletów, bagnetów i kilka tysięcy amunicji. Tak zaopatrzyłem Środę i już tu nie byłem potrzebny. Po obiedzie załadowałem oddział swój do pociągu i udałem się do Poznania, gdzie obejmuję na dworcu głównym służbę przeszukiwania i kontrolowania pociągów osobowych przybywających z Berlina, Torunia, Wrocławia itd. Znalezioną broń, amunicję i ekwipunek wojskowy konfiskuję, opornych i podejrzanych Niemców aresztuję i odstawiam do polskiej komendy dworcowej.

W nocy z 29/30. 12. 1918 zostaję z oddziałem dołączony do transportu wysłanego przez mjr. Taczaka do Gniezna. Transport składa się z jednej kompani poznańskiej i pół baterii artylerii polowej Szczanieckiego.

30.12.1918 przed południem biorę udział w krótkiej potyczce z nieprzyjacielem pod Zdziechową. Wieczorem tegoż dnia wracam z oddziałem do Zaniemyśla na odpoczynek.

3.1.1919 dołączam z moim oddziałem Zaniemyśl do 1. kompanii powstańczej średzkiej por. Milewskiego Alfreda w Biedrusku i obejmuję dowództwo III plutonu.

15.1.1919 przechodzę z 1. kompanią średzką powstańczą pod Zbąszyń i biorę udział w walkach w Łomnicy, wieś Nowy Dwór, Przyprostnia i Nowa Wieś Zbąska.

1.II. 1919 mianuje dowódca Wielkopolskiego Frontu Zachodniego gen. bryg. Milewski Michał dowódcą III. Batalionu Wielkopolskiego Frontu Zachodniego por. Milewskiego Alfreda. Dowództwo 1. kompanii średzkiej powstańczej obejmuje dotychczasowy dowódca I. plutonu sierżant podchorąży artylerii Milewski Jan.

10. 4. 1919 r. obejmuję dowództwo 1. kompanii średzkiej powstańczej od ppor. Milewskiego Jana z rozkazu dowódcy IV. batalionu Wielkopolskiego Frontu Zachodniego por. Siudy Stanisława.

15.4.1919 z rozkazu dowódcy III. baonu 2. pułku Strzelców Wielkopolskich por. Siudy Stanisława przemianowuję 1. kompanię średzką powstańcza na 9. kompanię 2. pułku Strzelców Wielkopolskich w Rakoniewicach, przechodzę z kompanią do Lwówka, melduję kompanię dowódcy III. batalionu 2. p. Strz. Wlkp. por. Siudzie Stanisławowi i z jego rozkazu przechodzę do Miłostowa i zajmuję odcinek frontu przed Lewicami.

Z początkiem m. maja 1919 przechodzę do sztabu III. baonu 2. p. Strz. Wlkp. na stanowisko oficera wywiadowczego batalionu. (...)”[2]

Franciszek Lebiedziński, szeregowy 1. kompanii średzkiej, wspomina, że w końcu września 1918 roku otrzymał urlop z frontu zachodniego, gdzie służył w armii niemieckiej w 53 pułku piechoty w Gulden i do którego już nie wrócił. Dalej pisze:

„ (...) Ukrywałem się do 11 listopada 1918 r. Z chwilą ucieczki Wilhelma do Holandii ujawniłem się i wstąpiłem do rady żołnierskiej, która utworzyła się w Środzie. W lokalach polskich pojawiły się ogłoszenia treści następującej: „ Żołnierze, Polacy – którzy szukacie pracy, zgłoście się do pracy do Poznania, na ulicę Ratajczaka”. Na ogłoszenie to wstawiłem się, gdzie zostałem przebadany i zapytano mnie, czy miałbym chęć należeć do organizacji, która przygotowuje się do powstania. Wyraziłem zgodę i w dniu 24. XII. 1918 roku rano stawiłem się do Poznania na zbiórkę. Zebrało się tam przeszło dwa tysiące ochotników. Dowiedzieliśmy się, że powstanie wybuchnie po świętach i rozjechaliśmy się wszyscy do domu. W tym czasie przyjechał do Poznania Paderewski. Na powitanie jego wyszły małe dzieci w strojach z oznakami polskości, z chorągiewkami, z okrzykami „Niech żyje Polska”. Ulicami szła starsza ludność jako ochrona dzieci. Niemcom to powitanie nie podobało się i zaczęli do dzieci strzelać. To było hasłem do powstania. W nocy zebrała się kompania w sile 120 ludzi w Środzie pod dowództwem porucznika z niemieckiej armii – Alfreda Milewskiego (syna dziedzica z Kijewa) poszliśmy na stację oczekując na pierwszy pociąg idący w kierunku Poznania. O godzinie 3 rano nadjechał pociąg, który zatrzymaliśmy i trzy pierwsze wagony zajęliśmy dla nas, dwóch ludzi jechało na parowozie. Pociąg zatrzymał się w Starej Łące tj. na ostatniej stacji przed Poznaniem i mieliśmy wysiąść. Lecz przyjechał na rowerze młody chłopak z rozkazem, aby szybko jechać, bo stacja Poznań Główny już jest w rekach Polaków. Przyjechaliśmy do Poznania na stację z bronią gotową do strzału. Na samej stacji Niemców nie było, lecz spotkaliśmy ich na kaponierze. Jak zobaczyli, że idą Polacy z bronią to padło kilka strzałów i uciekli. Potem szliśmy w szyku bojowym do Bazaru, tam dostaliśmy instrukcję. I poszliśmy w stronę Starego Rynku. Na Starym Rynku był magazyn Petersdorfa i z dachu tego domu strzelano do nas z ręcznego karabinu maszynowego. Dowódca wysłał kilku dobrych strzelców, aby zaszli od tyłu, okrężną drogą. Jednym strzałem został zlikwidowany osobnik wraz z karabinem maszynowym. Karabin został przez nas zabrany. Od Starego Rynku szliśmy ul. Szkolną do placu Piotra, kiedy dostaliśmy ognia z lewej strony. Kilku powstańców wpadło do bramy szpitala, gdzie z okna strzelał niemiecki oficer, rozbroili go, zabierając mu broń. Na drugą stronę ulicy poszło znów kilku do mieszkania prywatnego, skąd strzelał z okna niemiecki otyły rzeźnik. Weszło kilku – Wacek Reformer i Wilson odebrali mu broń, która była schowana między sprężyny fotela i zrzucili go na dół z 3.go piętra. Strzelano do nas również z karabinu maszynowego, z wieży kościoła ewangelickiego. Więc obstawiliśmy kościół, kilku wystrzeliło zamek w drzwiach dopiero drzwi się wyłamały. Poszli na górę, skąd padały strzały, znaleźli karabin, ale już nikogo nie było. Znaleziono również pastora z dziewczyną i zlikwidowano ich. A karabin maszynowy zabraliśmy. Mieliśmy już wolną drogę do Fortu Grollmann, tam nie weszliśmy, tylko obstawiliśmy go posterunkami. Z Fortu wyszedł jeden Niemiec z zapytaniem czego chcemy. Odpowiedzieliśmy, że żądamy parlamentariuszy celem porozumienia się z dowódcą. Przysłali delegację. Zaprowadziliśmy ich z zawiązanymi oczami do dowódcy, gdzie im zakomunikowano, że jeżeli się nie poddadzą w ciągu 1-ej godziny to będą bombardowani pociskami z ciężkich moździerzy. Niemcy się poddali i po upływie umówionego czasu zaczęli wychodzić bez broni. Odprowadziliśmy ich do stacji Poznań Główny. W ten sposób został zdobyty fort. Na drugi dzień zdobyliśmy pocztę główną, gdzie padło kilka strzałów. Później obstawiliśmy pocztę i nocowaliśmy tam całą noc, gdyż czekaliśmy na dalsze rozkazy. Na drugi dzień uderzyliśmy o świcie na koszary w Jeżycach, ale Niemcy uciekli, więc musieliśmy być ostrożni, bo były wybuchy granatów. W Sylwestra przyjechaliśmy z Jeżyc do Środy. Po nowym roku pojechaliśmy w pełnym rynsztunku bojowym do Biedruska. W Biedrusku nie zastaliśmy ani jednego Niemca. Natomiast znaleźliśmy 1200 zagłodzonych koni. Przede wszystkim zajęliśmy się odkarmieniem koni. Przez 3 miesiące wysyłaliśmy konie do koszar na Jeżycach. Również taśmowaliśmy broń, amunicję – umundurowania. Przyjeżdżały samochody z upoważnieniem od polskich władz wojskowych. Z chwilą, gdy wszystkie konie odprowadziliśmy,  kilku z nas przeszło do 3. kompanii, która utworzyła się w Środzie i miała iść na front półn., dowódcą był Dykciak. Jako 3. kompania Średzka wyjechaliśmy do Kcyni koło Szubina. (...).”[3]

Przytoczone, wzajemnie uzupełniające się dwie relacje powstańców o sformowaniu i udziale 1. kompani średzkiej w walkach z pruskim zaborcą, przynoszą nowe, nieznane dotąd ciekawe fakty. Są swoistym rejestrem minionych, ważnych wydarzeń i losów. Różnią się wprawdzie


[1] Biogramy: Jana Stengerta i Franciszka Lebiedzińskiego podano w rozdziale „Biogramy powstańców wielkopolskich 1918/1919”

[2] PAN Biblioteka Kórnicka: Jan Stengert, życiorys, BK 12161

[3] PAN Biblioteka Kórnicka: Franciszek Lebiedziński BK 12158

 

 

 

 

 


 

 

powrót do menu