Jadwiga Franczak zd. Prymas
Krzysztof Franczak
W S P O M N I E N I A
„Walki I-szej kompanii średzkiej, Kazimierz Prymas st. szer. ze Środy. Relacje w posiadaniu dr. L. Rządkowskiego w Puszczykowie”. W relacji zachowano pisownię jak w oryginale opublikowanym w Kurierze Średzkim.
Zajęcie Biedruska
W roku 1917 zostałem zwolniony z czynnej służby armii niemieckiej i pracowałem jako murarz w Niemczech. Dnia 30 grudnia 1918 wróciłem z moim bratem śp. Janem do Środy. W tym samym czasie wróciła I-sza kompanja średzka z wyprawy do Poznania, do której wstąpiliśmy z bratem jako ochotnicy dnia 1-go styczna 1919 r. Wcielono nas do sekcji w której był sekcyjnym Stanisław Goliński z Kijewa. Kompania była zakwaterowana w szkole katolickiej w Środzie, a pierwsze dwa dni czyściliśmy broń. Dnia 3-go stycznia 1919 wyruszyliśmy pociągiem do Poznania, celem zdobycia Stacji Lotniczej Ławica ale zanim przybyliśmy na miejsce Ławica już skapitulowała. W Poznaniu zakwaterowano nas w obecnych koszarach 57 pułku piechoty, a dnia 4-go stycznia wyjechaliśmy w ciężarowych samochodach, celem zajęcia obozu ćwiczebnego Biedrusko. Tu był ogromny nieporządek, sam widziałem kilka siodeł, z których rabusie zcieli skórę. /1/ Dowódca kompanji , ppor. Alfred Milewski porozstawiał natychmiast posterunki, które położyły kres rabunkom. Prócz tego urządzała kompanja w okolicznych wioskach co dzień rewizje za bronią i skradzionym sprzętem wojennym. Tym czasem dochodziły wieści o potyczkach powstańców z Niemcami /2/ a nie siedzieć w Biedrusku i urządzać rewizje. Kilku z naszych nie mogąc się doczekać odjazdu, opuścili Biedrusko, by się dostać do innych formacyj powstańczych i pójść i nimi bić wroga.
Wyjazd pod Zbąszyń.
Ale i dla nas pozostałych nadszedł ten dzień oczekiwany, bo wyruszywszy dnia 18-go stycznia 1919 z partją koni do Poznania, dowiedzieliśmy się tu, że wyruszamy na front zachodni. W tym dniu wręczył kompanji Adam Woźny ze Środy wspaniały sztandar. Wieczorem tego samego dnia wyjechała I-sza kompanja średzka z dworca łazarskiego pociągiem odchodzącym w stronę Zbąszynia i pozycje odległe około 4 kilometry od Zbąszynia i zakwaterowaliśmy się na noc w piwnicach pałacu. Wczesnym rankiem następnego dnia porozstawiał dca kompaneji ppor Alfred Milewski placówki porozsyłał patrole w okolicę. Niemcy trzymali Zbąszyń. Do potyczek jednak w pierwszych dniach pobytu naszego na froncie nie dochodziło, tylko ostrzeliwała nas stale artyleria niemiecka. Pewnego wieczora, gdyśmy z bratem Janem znajdowali się na placówce, w rowie przez nas wykopanym , zaczęła artyleria niemiecka ostrzeliwać nasze pozycje, tak że na Nowy Dwór padło około 50 pocisków armatnich. Myśmy się spodziewali, że Niemcy, po takim przygotowaniu artyleryjskim nas zaatakują, tego jednak nie wykonali. Gdy nas obu po dwugodzinnym pobycie zluzowali inni koledzy, przedstawiły się nam dopiero skutki tej strzelaniny: powywracane drzewa, pozrywane dachy i ogromne dziury w murach, tuk że z trudem dostaliśmy się do naszych kwater. Reszta nocy minęła jednak spokojnie. W Nowym Dworze pozostawała 2-ga kompanja średzka aż do niedzieli dnia 2-go lutego 1919, w którym to dniu poszła jako rezerwa na odpoczynek do Chrośnicy. Tam przybył ze Zbąszynia, przebrany za kobietę pewien ksiądz - nazwiska nie pamiętam - x/ ks. Filipowicz, wikariusz z Zbąszynia / przyp.recenz//, który odebrał od nas powstańców przysięgę na nasz sztandar. Był to dzień dla 1 –ej kompanji średzkiej uroczysty i niezapomniany, bośmy po raz pierwszy ślubowali wierność na Orła Białego. W Chrośnicy pędziliśmy wesoły żywot obozowy. Jedni, z naszych druhów wyjechali na urlopy do domów, inni znaleźli sobie miłe towarzystwo dziewcząt, a reszta zabawiała się grą w karty.
Wypad na Zbąszyń / 5.II.1919 /
Dnia 5 lutego 1919 wyruszył ppor . Klemczak kompanją opalenicką na Zbąszyń, w której to wyprawie brała p.i. udział również I-sza kompanja średzka. W Czoku, w oddaleniu około 7 kilometrów od Zbąszynia był spokój . Tu zapytał się nas ppor. Alfred Milewski , któryby z nas zechciał pójść ochoczo na patrol wywiadowczy. Zgłosiło się nas troje: Franciszek Foltynowicz, brat mój Jan i ja, Kazimierz Prymas. Rozkaz nasz brzmiał, aby się dostać do Przyprostyni i stwierdzić , czy nie ma tam wroga. Do wioski tej dotarliśmy , nie zaatakowani przez Niemców, ale znaleźliśmy koło wiatraka w Przyprostyni rannego powstańca z kompanji Klemczaka w cywilnym ubraniu. Tegośmy obandażowali postarawszy się o furmankę , odesłaliśmy go na tyły. Widziałem go później w Buku, gdzie się wylizał z otrzymanych ran. Z Przyprostyni wysłałem z raportem Foltynowicza, aby doniósł dowódcy , że droga do Przyprostyni jest wolna. Sam zaś z bratem udaliśmy się dalej do Zbąszynia. Ledwie uszliśmy kilkaset kroków , gdy zauważyliśmy naprzeciwko nam podążający, silny patrol nieprzyjacielski, liczący mniej więcej 50 ludzi. Gdyśmy na niego oddali z ukrycia kilka strzałów, zrobił on wielki popłoch. Kilku Niemców zostało rannych na miejscu, reszta się rozpierzchła. Rannych pozbierało póżniej kilka osób cywilnych. Pozycję tą trzymaliśmy około 2 godziny, aż do przybycia I-szej kompanji średzkiej. Zaraportowałem o sytuacji ppor Alfredowi Milewskiemu i na rozkaz udaliśmy się dalej do Zbąszynia. Brat i ja postępowaliśmy jako pierwsi , reszta kompanji podążała za nami w odległości około 40 metrów. Wtem zauważyliśmy w nieznacznej odległości przed nami 8 uzbrojonych Niemców, na których oddaliśmy po kilka strzałów i zaatakowaliśmy ich zaraz na broń białą. Brat mój mnie wyprzedził i został tu ciężko ranny. Jeden z Niemców zamierzał się, aby mu kolbą od karabinu głowę rozstrzaskać , ale on oddał w pozycji leżącej do wroga dwa strzały które go położyły trupem na miejscu. Pozostali oddali do mnie z odległości 8 kroków 6 strzałów, które jednak na szczęście chybiły. Przypadkowo uderzył ostatni strzał mi o bagnet tak, że mi karabin wypadł z rąk. Na ten widok Niemcy uciekli, a ja posunąłem się naprzód . Przy tej ucieczce zraniłem dwóch Niemców w chwili, gdy przeskakiwali przez płot, poczem się cofnąłem do brata. Ten mi powiedział, że jest ranny i wstać nie może. Pierwszym na miejscu wypadku był porucznik Alfred Milewski, który z bronią w ręku przymusił jakiegoś cywila , zamieszkującego w tym samym budynku , przed którym brat został ranny, aby się postarał o taczkę. W tymże czasie nadeszło jeszcze kilka powstańców, jednak żaden z nich nie miał odwagi , aby brata odwieżć, bo Niemcy się usadowili na dachu i stamtąd ostrzeliwali nas oraz całą drogę z kulomiotu. Nie chcąc zostawić brata w ręku wrogów, wziąłem go na taczkę i wywiozłem go w największym gradzie kul nieprzyjacielskich z placu boju. Na zakręcie ulicy, już w Przyprostyni obandażowałem brata, przyczem okazało się , że rana jego była bardzo niebezpieczna, bo miała w wylocie około 8 cm średnicy. Następnie odwieziono rannego brata do stacji kolejowej Chrośnica, gdzie pierwszy opatrunek założył mu Dr Wożny /3/ .Potem odwieziono go do szpitala w Buku, gdzie pomimo starannej opieki zmarł po 17 dniach cierpień i został pochowany w Środzie. Porucznik Alfred Milewski widząc, że Zbąszynia Niemcom nie odbierzemy, rozkazał się wycofać z zajmowanych pozycyj , co uskuteczniliśmy tegoż samego dnia wieczorem, wracając do Chrośnicy. Dnia 12 lutego 1919 walczyła I-sza kompanja średzka wspólnie z kompanią opalenicką pod dowództwem por. Klemczaka w Nowej Wsi pod Zbąszyniem . Niemcy zaczęli ostrzeliwać Nową Wieś szrapnelami i granatami, które wznieciły pożary. Tymczasem nadeszła wieść, że Niemcy zaatakowali również od strony Grójca i Babi mostu . Na rozkaz obu dowódców wyruszyliśmy Niemcom naprzeciw i odparliśmy ich z poważnemi dla nich stratami. Tu, w bitwie tej stanąłem na skraju lasu pod drzewem, w które uderzył granat, przyczem zostało 9 kolegów rannych, a mnie pękł bębenek w prawym uchu, na które do dziś dnia jeszcze nie słyszę. Po walce wróciła kompanja średzka do swych kwater w Chrośnicy. Dnia 16 lutego 1919 została kompanja średzka zarezerwowana na pomoc do Łomnicy, skąd również, wyparliśmy Niemców bez strat dla nas. Niemcy zaś mieli kilkunastu rannych i zabitych, a dnia 21 lutego zajęliśmy bez walki wioskę Pierzyny. W międzyczasie zostało zawarte zawieszenie broni. Na początku marca udałem się do Zbąszynia, aby kupić sobie papierosów. Tu spotkał mnie dowódca oddziałów niemieckich, lejtnant Bierbaum, który dał mi zlecenie do naszego dowódcy , że się chce z nim spotkać i ustalić linię demarkacyjną. Na drugi dzień udaliśmy się w czwórkę i to Jan Milewski, Ignacy Grabski, Władysław Fiedler i ja Kazimierz Prymas na oznaczone miejsce, na które zjawił się również po krótkim czasie dowódca niemiecki , również w asyście kilku żołnierzy niemieckich. Gdy lejtnant Bierbaum zeskoczył z konia i nikt z jego towarzyszy mu konia nie podtrzymał doskoczył powstaniec Grabski, aby to uczynić. Dowódca niemiecki się ze wstydu aż zarumienił i dopiero później odebrał jeden z żołnierzy niemieckich konia od Grabskiego. Dowódca niemiecki i por. Jan Milewski weszli do gospody i tam ustalili linję demarkacyjną. Dnia 18 marca 1919 wyruszyła kompanja średzka do Wolsztyna gdzie została wcielona do 2 pułku Strzelców Wielkopolskich jako kompania 9-ta.
Znaki 1/, 2/ - opis zgodny z opisem zawartym w książce pt. „Przeciw pruskiemu zaborcy” aut. Ludwik Gomolec i Bogusław Polak, Instytut Wydawniczy PAX 1979 str. 96, 99.
Znak 3/ Kazimierz - informacja zawarta w książce, jak wyżej str. 97